Jedyna towarzyszka

Janina stała nad grobem matki, tępo się w niego wpatrując. Środki uspokajające przepisane przez lekarza, a których zażyła nieco większą dawkę, niż miała to zalecone, wreszcie zaczęły działać z całą swoją mocą. Nogi pod kobietą zaczęły się trząść. „Oby tylko nikt tego nie zauważył” – pomyślała w duchu, rozglądając się ukradkiem. Nie zniosłaby kolejnych gestów współczucia i nadskakującej pomocy: podtrzymywania pod ramię, czy wręcz prowadzenia z powrotem  do bramy, a może nawet podwożenia do domu. Teraz kobieta chciała zostać sama.

Na pogrzeb przyszło kilka osób. Trzy koleżanki z pracy Janiny – zapewne grzecznościowo – i te sąsiadki, którym stan zdrowia pozwolił. Też były już w zaawansowanym wieku, ale z matką rozmawiały od lat, niemal dzień w dzień, więc nie wyobrażały sobie swojej absencji na pogrzebie przyjaciółki. Pozostałe znajome albo nie żyły albo były tak niedołężne, że nie opuszczały mieszkań, a może i łóżek.

Ojciec Janiny nie żył od ponad trzydziestu pięciu lat. Zmarł nagle, na zawał. Kiedy poznał matkę, miał już podrośnięte dzieci z poprzedniego małżeństwa. Nie wiedzieć czemu, miały one za złe kobiecie, że wyszła za ich ojca, choć był już kilka miesięcy po rozwodzie z ich matką, więc o rozbijaniu rodziny i odbijaniu cudzych mężów nie mogło być w tym przypadku mowy. Jednak ze swoją młodszą przyrodnią siostrą kontaktu starały się nie utrzymywać, a wręcz go unikać.

Kiedy Janina się urodziła, matce stuknęło właśnie czterdzieści lat. A ojciec był jeszcze starszy, niedługo więc cieszyła się pełną rodziną, bo zaledwie do dziesiątego roku życia. Od tego momentu Janina i jej matka mieszkały tylko we dwie, na ostatnim piętrze jednego z bloków na zwykłym, szarym blokowisku. Oczywiście Janina chodziła do szkoły, później do pracy i na studia, ale zawsze punktualnie stawiała się w domu, żeby nie zawieść matki. Nie wiedziała co to własne życie, czy zwykłe wyjście ze znajomymi.

 

Refleksje nad przeszłością przerwał Janinie narastający ziąb. Kobieta po raz ostatni tego dnia spojrzała na grób rodzicielki przykryty kilkoma wiązankami i oświetlony zniczami, poprawiła szal i ruszyła ku bramie cmentarza.

 

Mieszkanie powitało ją gęstniejącą szarością półmroku i chłodem. Kobieta zdjęła wierzchnie okrycie, z ulgą zrzuciła kozaki na rzecz miękkich kapci, podkręciła kaloryfer i wstawiła wodę na herbatę. Cisza dźwięcząca w uszach Janiny przytłaczała ją, podobnie jak świadomość, że dziś nikt już nie przyjdzie, by z nią porozmawiać i podtrzymać na duchu.

Machinalnie spojrzała na wyciszoną komórkę; nikt nie dzwonił, ani nie napisał. Zresztą w książce numerycznej miała praktycznie wyłącznie numery służbowe. Kontakty do osób z klasy czy ze studiów, kasowała po roku od zakończenia nauki w danym miejscu. Twierdziła zawsze, że skoro nikt z całego uczelnianego towarzystwa do niej nie dzwoni, to ona też nie będzie; narzucanie się nie było w jej stylu.

A Gabryśka…? Boże, od jak dawna nawet o niej nie pomyślała… Głupia sprawa. Znały się od podstawówki, ale kiedy miału po dwadzieścia kilka lat, kontakt nagle zaczął się urywać, mimo że mieszkały wtedy tak niedaleko od siebie. Dlaczego więc do tego doszło? No tak, Gabryśka przecież nie rozumiała, że Janina jest bardzo zajęta; często musiała przychodzić do pracy także w weekendy, żeby dopilnować sfinalizowania akcji różnych przedsięwzięć. Wszyscy tak na nią liczyli. Szefowa mówiła z proszącym wyrazem twarzy: „Pani Janeczko, pani nie ma rodziny, męża, dzieci… Ma pani trochę czasu, prawda? Proszę wpaść na kilka godzin w sobotę dograć wszystko do końca; a w niedzielę trzeba by ponadzorować wolontariuszy… Pomyślimy o jakiejś premii za pani wysiłek…” Fakt, szefowa zawsze dotrzymywała słowa. Bonus był zazwyczaj niepozorny, ale jednak to zawsze coś.

Później jeszcze te studia. Nie chciała o nich mówić Gabryśce, żeby nie zapeszyć… Janina musiała jeszcze częściej odmawiać, kiedy koleżanka proponowała nawet krótkie spotkanie na herbatę.

A w międzyczasie Gabrysia poznała kogoś przez Internet – też coś! –  i po roku przeprowadziła się do innego województwa, żeby założyć rodzinę. Szybko doczekała się dziecka. Była przez kilka lat bezrobotna i cienko przędli wraz z partnerem, później jednak i życie zawodowe zaczęło się jej na nowo układać. Dzięki temu żyli skromnie, ale do przodu…

Z kolei życie Janiny przez cały ten czas było kursowaniem miedzy domem, studiami i pracą. A jej jedyną odskocznią od tej codzienności były książki. Ona ich nie czytała, a połykała, jedną za drugą. Wkrótce zabrakło tytułów w pobliskiej bibliotece i Janina zapisała się do kolejnych.

Znajome z pracy sugerowały, żeby kupiła sobie laptopa i podłączyła Internet. Dzięki temu mogłaby też czytać nowe tytuły nie wychodząc po nie z domu. Poza tym – mówiły – można dzięki temu rozwijać swoje hobby, szukać informacji i poznawać znajomych. Matka jednak stwierdziła, że to nie ma sensu:

„Masz Internet w pracy” – powtarzała. – „Jak będziesz miała łącze w domu, to się uzależnisz i już zupełnie przestaniesz mieć czas na pożyteczne rzeczy”. Brzmiało rozsądnie, przynajmniej wtedy i Janina dość szybko przestała wracać do tego tematu.

 

Jej życie zawsze było uporządkowane, stabilne, ale i przewidywalne do bólu. To była wygoda, a dla wielu, którym czegoś takiego brakowało, nawet luksus.

 

Kiedy Janina dostawała bilety do teatru, na koncert, czy na inną imprezę kulturalną, zawsze brała ze sobą matkę i było to dla niej najnormalniejsze pod słońcem. Gabryśka do pewnego momentu zapraszała Janinę do kina lub na domowe oglądanie filmów na DVD, jednak wraz z biegiem czasu te wyjścia zaczęły kobietę męczyć. Koleżanka wydawała się jeszcze czasem taka infantylna… A może to był po prostu jej styl bycia? Przecież w końcu sobie kogoś znalazła, założyła rodzinę, a to wymaga już zupełnie dorosłego podejścia do życia…

 

 

Kilka dni urlopu, które Janina dostała w pracy na okoliczność odejścia matki oraz jej pogrzebu, zleciały szybko. Kobieta zdążyła pozałatwiać wszystko w urzędach, co jednak wiązało się z pewnym wysiłkiem fizycznym i psychicznym. Do domu wracała zmęczona, ale wciąż miała trudności ze snem. A w dodatku środki uspokajające powoli przestawały działać, a lekarz nie chciał przepisać nic mocniejszego. Zasugerował tylko terapię grupową. Janina dla świętego spokoju obiecała, że to przemyśli i spróbuje pogodzić takie leczenie z pracą. Dodatkowo od początku wiedziała, że nie ma ochoty rozmawiać z zupełnie obcymi osobami o takich osobistych sprawach jak tęsknota za matką i wciąż bardzo silny żal. Co oni w końcu wiedzą? Nic nie zrozumieją…

W kolejny poniedziałek Janina wstała o szóstej, mimo że dopiero trzy godziny wcześniej zasnęła i z trudem zmusiła się, by pojechać do pracy. Nie chciała, by ktoś jeszcze składał jej kondolencje, bo mogłaby rozpłakać…

 

Jednak nie był to dzień sprzyjający rozmowom na tematy inne, niż zawodowe, a już tym bardziej  na współczucie; w ogóle ten poniedziałek nie był podobny do wszystkich dni roboczych sprzed ostatniej nieobecności Janiny.

 

Słuchy o tym, że prezeska ma wkrótce odejść na emeryturę, chodziły po instytucji już od jakiegoś czasu.

Dotychczasowa szefowa, która piastowała swój urząd od kilkudziesięciu lat, mimo wieku, trzymała się świetnie. Nigdy z nikim nie rozmawiała na temat tego czy i kiedy ma zamiar odejść na zasłużoną emeryturę. Byli więc i tacy, którzy z przekąsem twierdzili, że będzie prezeską dożywotnio.

Na pewno nie musiała sztucznie przedłużać czasu swojej pracy pod kątem wizji lepszej emerytury – od lat zarabiała przecież bardzo przyzwoicie.

Przed weekendem była normalnie w pracy; z nikim nie pożegnała się specjalnie serdeczniej, niż zwykle; nikt też nie widział, by wynosiła w kartonie jakieś swoje rzeczy…

A dziś, w poniedziałek, ni z tego, ni z owego, na drzwiach gabinetu prezesa zawisła tabliczka z nowym nazwiskiem.

 

Na dziesiątą zwołano zebranie całej części administracyjnej instytucji; a wyznaczone miejsce – główna sala konferencyjna – wskazywało, że chodzi o coś naprawdę ważnego.

 

Teresa C. wyglądała na mniej więcej czterdzieści lat; była wysoka i dosyć suchej budowy. Na początku spotkania uśmiechnęła się do zebranych, ale już po chwili bezceremonialnie przeszła do rzeczy. Doskonale orientowała się w historii i aktualnej sytuacji instytucji; ktoś musiał ją dokładnie wprowadzić we wszystkie jej sprawy.

Spotkanie skończyło się po godzinie, bo nowa prezeska musiała wygłosić kolejną tyradę do działu opieki.

 

Tydzień pracy minął Janinie dość szybko. Ludzie pracowali według nowych wytycznych – skończyły się przesadnie długie przerwy, wyjścia na papieroska i picie kawy z dużych kubków; po prostu nie było na to czasu. Każdy dostał dokładne wskazówki, w jakim czasie powinien uporać się z konkretnym zadaniem, by nie tracić czasu. Nikt więc nie miał kiedy porozmawiać z Janiną na temat jej straty i nowej sytuacji w życiu prywatnym.

Tymczasem w piątek nowa prezeska zawezwała do siebie Janinę i to już z samego rana.

– Dzień dobry – Teresa gestem wskazała kobiecie krzesło. – Nie będę owijać w bawełnę, pani Janino. W naszej instytucji szykują się spore zmiany. Musimy się dostosować do nowych wytycznych, wynikających z ustaw i rozporządzeń władz lokalnych. Chodzi między innymi o sprawy ekonomiczne. Musimy na stałe przerzucić część środków, otrzymywanych na obsługę administracyjną, na samą opiekę, którą zapewniamy naszym podopiecznym. Z przykrością muszę panią poinformować, że za pół roku, licząc od poniedziałku, pani stanowisko przestanie istnieć. Wiem, że jest pani wieloletnim pracownikiem tej instytucji, więc już teraz pragnę panią uprzedzić, że w kolejnym kwartale dostanie pani trzymiesięczne wypowiedzenie. Od dziś ma więc pani nieco ponad pół roku na poszukanie sobie nowej pracy. Postaram się też, by dostała pani jakiś profit finansowy, oczywiście na miarę naszych możliwości. Jeśli znajdzie pani sobie nową pracę przed upływem wspomnianego wcześniej okresu, ułatwię pani szybsze odejście. – Prezeska zamilkła na chwilę, po czym rozłożyła ręce. – Cóż, z mojej strony to wszystko. Dziękuję. Proszę wracać do swoich obowiązków.

Janina siedziała sztywno i patrzyła okrągłymi ze zdziwienia oczami na prezeskę. Co jak co, ale tego w życiu się nie spodziewała!!! Była pewna, że będzie pracować w tym jednym miejscu aż do emerytury. Dawała z siebie wszystko, nie żądała awansów, ekstra podwyżek i innych dodatkowych profitów za swoją pracę ponad te dawane odgórnie z woli szefów, nawet w przypadku przepracowanych kilku weekendów pod rząd – po prostu pracownik jak marzenie!

Wstała powoli i wycedziwszy jakąś grzecznościową formułkę, wyszła na drżących nogach z gabinetu.

Z trudem dotarła do swojego pokoju. Opadła bezwładnie na krzesło za biurkiem i oparła głowę na rękach. Nie mogła pozbierać myśli po tym, co właśnie usłyszała.

– Janka, co się stało?! Źle się czujesz? – Katarzyna, która pracowała w tym samym pokoju wydała się bardzo zaniepokojona. – Czekaj, podam ci wody.

– Nic, nic, nic mi nie jest – wyjąkała niepewnie Janina, biorąc od koleżanki szklankę. – Właśnie dowiedziałam się, że za kwartał dostanę wypowiedzenie, a za pół roku zostanę bez pracy.

– No coś ty! – Katarzyna zmarszczyła brwi z niedowierzaniem. – To niemożliwe! Przecież ty zawsze miałaś ogrom obowiązków i zawsze je wzorowo wypełniałaś! Ja nigdy na twoim miejscu bym sobie nie poradziła w połowie tak dobrze!!!

– Nie pocieszaj mnie! Sama widzisz, że widocznie to za mało dla niektórych. Tymczasem ja mam czterdzieści siedem lat i nigdy przedtem nie doświadczyłam bezrobocia. Miałam ogromne szczęście, że złapałam tę robotę zaraz po skończeniu studium. Pracowałam tu niemal ćwierć wieku… Nigdy nie musiałam szukać pracy, pisać CV… Ja nie mam o tym zielonego pojęcia! Nie wiem nawet, od czego zacząć!

– Januś, przecież jest Internet! Jak przyjdziesz do domu, od razu odpal kompa i zacznij w nim szperać pod kątem pracy. Tam znajdziesz wszystko.

– Ale ja…

W tej chwili zadzwonił telefon na biurku Katarzyny i Janina nie zdążyła powiedzieć nic więcej; zresztą musiała się pozbierać i przygotować pakiet zadań na kolejny tydzień.

Tak, Internet w domu by się przydał. Ale czy to rozsądne kupować w tej sytuacji nawet najtańszy komputer i spisywać umowę na nową usługę? I do kogo zwrócić się o poradę?

Ostatnie kafejki internetowe zniknęły wieki temu. Może w Urzędzie Pracy będą jakieś stanowiska z darmowym dostępem do sieci, z myślą o poszukujących zatrudnienia? No tak, ale Urząd był czynny w tych samych godzinach, co Instytucja Janiny, więc na razie nie mogłaby korzystać z tej opcji. A poszukiwanie pracy przecież trwa… Trzeba zacząć jak najszybciej…

 

Przez cały kolejny tydzień Janina chodziła zupełnie otępiała. Wciąż nie mogła zebrać myśli w sprawie swojej przyszłości, a w godzinach pracy trzeba było przecież całą uwagę i wszystkie siły poświęcić tutejszym sprawom. Ludzie przestali mieć raptem czas na krótkie rozmowy ucinane w porze lunchu; jedli szybko i zrywali się z powrotem do pracy.

A nowa prezeska z każdym dniem coraz ostrzej wprowadzała zapowiadane zmiany. Życie Instytucji przyspieszało; nagle co niektórzy zaczęli dostawać nowe zadania w ramach swojego spisu obowiązków. Ci, których to nie dotyczyło dosyć szybko zaczęli przypuszczać, jaki los ich niedługo czeka. Prezeska nie każdego uprzedzała wprost  o  planowanym zwolnieniu z aż półrocznym wyprzedzeniem.

Katarzyna coraz częściej dostawała odgórne polecenia związane z wykonywaniem obowiązków, które do tej pory należały do Janiny, która dosyć szybko przestała być proszona o przyjście do pracy w weekend, by na przykład dopilnować wolontariuszy podczas jednej z akcji.

Koleżanki nie rozmawiały jednak na niewygodne tematy między sobą. Katarzynie było trochę głupio i niezręcznie, a myśli Janiny krążyły wokół jej osobistych problemów. Ale raz przyszło jej do głowy: dlaczego to mnie chcą zwolnić; dlaczego nie Kaśkę? Bała się jednak pytać o szczegóły decyzji prezeskę.

 

Janinie udało się kupić okazyjnie używany laptop, który czasem ledwo dyszał. Ale póki co, działał. Informatyk z pracy pomógł jej przeinstalować w nim to i owo. „Do przeglądania stron z ogłoszeniami, obsługi maila i pisania pism wystarczy” – zapewnił Janinę. Kobieta zdecydowała się też wziąć na razie Internet na kartę; w końcu chodziło wyłącznie o szukanie pracy.

Samodzielne napisanie pierwszego w życiu CV „z krwi i kości”, zajęło Janinie kilka dni. Najpierw ściągnęła z sieci kilka wzorów i sam wybór tego najlepszego zajął jej dwa dni. A później przystąpiła do uzupełniania swoich danych.

„Imię, nazwisko, data urodzenia…” – mamrotała, wklepując wszystko dwoma palcami, jak to robiła od zawsze,

„E-mail? No tak, muszę sobie założyć prywatny… Doświadczenie zawodowe… Jedna instytucja przez dwadzieścia kilka lat i wciąż to samo stanowisko… To dobrze, czy źle?” – zastanawiała się półgłosem.

Przez tyle lat jej codzienność wypełniały te same obowiązki. Nie awansowała, nie zastępowała współpracowników podczas ich nieobecności ucząc się przy tej okazji czegoś nowego; cały czas w kółko ciągle to samo… Sama Instytucja także funkcjonowała od wieków prawie na tych samych zasadach, bardzo opornie przyswajając nowe rozwiązania…

„Wykształcenie… Tu już lepiej… Więcej do wpisania…” – Janina uśmiechnęła się lekko.

Mimo to, CV nie wydało się Janinie zbyt okazałe. Miała jeszcze dodatkowo drobne problemy ze sformatowaniem całości, ale w ostatecznym rezultacie dokument wyglądał nieźle, tak przynajmniej sądziła.

Kiedy Janina miała już wyłączyć komputer, zadzwonił telefon.

– Halo? Pani Janka? – po drugiej stronie zabrzmiał znajomy głos.

– Tak, to ja…

Teraz dopiero uświadomiła sobie, że rozmawia z poprzednią prezeską.

– Przejdę od razu do rzeczy, bo liczy się czas. Słyszałam, że chcą panią zwolnić?

– Niestety, to prawda. I między nami mówiąc, zupełnie nie wiem, co mam teraz zrobić. – Głos Janiny drżał nieznacznie.

– Głowa do góry! Właśnie w tej sprawie dzwonię. Poszukujemy kogoś zaufanego do firmy mojego syna. Chodzi o pracę biurową. Na początek płaca to minimalna krajowa. Interesuje to panią?

– Oczywiście! – Janina od razu się ożywiła, a jej głos nabrał mocniejszej barwy. – Ratuje mi pani życie. Ostatnio sypie mi się wszystko na raz! Najpierw zmarła moja mama, teraz te problemy z pracą…

– Serdecznie pani współczuję odejścia mamy! – głos prezeski brzmiał szczerze. – To bardzo przykre stracić bliską osobę. Mam nadzieję, że rodzina panią wspiera… – Ostatnie zdanie zabrzmiało trochę niepewnie i było chyba poniekąd pytaniem.

– Ekhm… – odchrząknęła Janina, czując, że w jej gardle powstaje gula. Nie chciała tłumaczyć się byłej szefowej ze swojego życia prywatnego, ale dopiero teraz zdała sobie sprawę, że nikt z wieloletnich współpracowników tak naprawdę nie wie o niej nic…

– Pani Janino – była prezeska zwróciła rozmowę na nowe tory. –  proszę gwoli formalności przesłać mi swoje CV na e-mail; adres przyślę pani zaraz SMSem. Tylko koniecznie dzisiaj, przed dwudziestą! Zaprosimy panią na rozmowę w sobotę przed południem. Proszę czekać na dokładne wytyczne.

 

***

Janina po raz ostatni spojrzała na pokój, w którym przepracowała połowę swojego całego życia. Wciąż była nieco przybita, choć w tej trudnej chwili los nagle się do niej uśmiechnął i można powiedzieć, że spadła na cztery łapy. Będzie miała z czego żyć, ale już bez takiej pewności jutra, jaką wydawało się jej, że miała tutaj. Nie przywykła do czegoś takiego jak branie pod uwagę zmiany miejsca pracy, bo po prostu ot tak firma może wypowiedzieć jej umowę. Teraz powinna już móc czuć się komfortowo pod kątem zawodowym, a zaczynała wszystko kompletnie od nowa, musząc uczyć się poruszać w nowym dla niej otoczeniu i wciąż obserwować rynek pracy.

 

Kiedy Janina weszła tego popołudnia do mieszkania, wydało się jej jeszcze bardziej puste, niż dotychczas po odejściu matki.

Kobieta odłożyła wszystko na stół i sięgnęła po telefon. Wyszukała numer Gabryśki i drżącą ręką wcisnęła zieloną słuchawkę.

– Halo? – Po drugiej stronie dał się słyszeć kobiecy głos.

– Halo, Gabrysia? – głos Janiny brzmiał niepewnie.

– Nie, Anna z tej strony.

– A mogę rozmawiać z Gabrysią?

– Przykro mi, nie znam nikogo takiego.

– Cóż, może mam źle zapisany numer – wyjąkała Janina, choć wiedziała, że to mało prawdopodobne.

– Cóż – zaśmiała się jej rozmówczyni – Ja mam ten numer od dobrych kilku lat i ktoś mógł go mieć przede mną. Może szuka pani poprzedniej właścicielki…

– Być może. Dziękuję i przepraszam…

Janina wiedziała, że Gabryśka próbowała się z nią kontaktować przez kilka lat po przeprowadzce: wysyłała życzenia SMSem na różne okazje, zapraszała do znajomych na portalach społecznościowych, ale później robiła to coraz rzadziej, nie uzyskując podobnego zainteresowania ze strony Janiny. Zraziła się, czy po prostu nie chciała się narzucać?

Janinie niemal cały czas zajmowała praca, przez pewien czas także nauka, no i oczywiście matka, więc nie zauważyła kompletnego braku Gabryśki w swoim życiu.

A teraz? Brakowało jej tak naprawdę tylko matki i dotychczasowej stabilizacji oraz braku zmartwienia o zawodowe jutro. Bo matka była nie tylko matką, ale i bezwarunkową przyjaciółką, opiekunką, a zarazem podopieczną, wspólniczką w prowadzeniu gospodarstwa domowego, kimś, kto zawsze czekał na nią w domu z ciepłym obiadem lub kolacją… Miały tylko siebie… A Janinie nigdy nie przyszło do głowy, że kiedyś może być inaczej…