Priorytety

Mając czternaście lat, Zuzanna obiecała sobie dwie rzeczy: że nigdy nie będzie gruba i perfekcyjnie nauczy się języka angielskiego, a w każdym razie zdobędzie wszystkie możliwe certyfikaty. Efekt był taki, że idąc na studia, sama mogła uczyć tego języka innych i była przeraźliwie chuda. Wrażenie wychudzenia potęgowało to, że dziewczyna uwielbiała buty na dość sporych, ciężko wyglądających koturnach; wiele znających ją osób odnosiło wrażenie, że patykowate nogi Zuzanny ledwo dawały sobie radę z odrywaniem obuwia od ziemi.

Na studia dziewczyna wyjechała na drugi koniec kraju. Dlaczego? Żeby udowodnić sobie kolejną rzecz: że może być zupełnie niezależna. Już od pierwszego roku prowadziła bardzo aktywne życie. Zajęcia na studiach dziennych przeplatały się z lekcjami języka dawanymi w dwóch różnych szkołach i przedszkolu. Chodziła też regularnie na siłownię. Właśnie: chodziła – wszędzie, dokąd  tylko się dało, starała się dotrzeć pieszo. Jadała w biegu – najczęściej było to jedno jabłko na cały dzień. Wieczorem zawsze głośno burczało jej w brzuchu, ale  wtedy miała już tylko siłę na wypicie szklanki herbaty i pójście spać.

 

Pewnego dnia, tuż po skończeniu studiów, Zuzanna zemdlała na ulicy i obudziła się w szpitalu. Czuła się przeraźliwie słabo. Było jej bardzo nieswojo. Nigdy aż tyle czasu nie spędziła w łóżku, czy też w ogóle prawie w bezruchu.

Robili jej kompleks badań, podpinali kroplówki. W końcu Zuzanna doczekała się lekarza, który przyszedł z nią porozmawiać. Przyszedł z plikiem papierów z wynikami; miał poważną minę i chyba sam nie wiedział, jak zacząć tę rozmowę.

– Pani Zuzanno, jest pani bardzo młodą osobą, a stan pani organizmu pasuje do osoby sporo starszej, wręcz leciwej. Jak to się stało? Chorowała pani na coś?

– Nie, skądże – Zuzanna wzruszyła ramionami. – Ja nawet rzadko się przeziębiałam . Wszystko było w porządku aż do ostatniego poniedziałku.

– Cóż, to mogło tak wyglądać, badania mówią mi jednak co innego. Proszę mi jeszcze powiedzieć: jaki styl życia pani prowadziła?

– Bardzo aktywny. Pracowałam, uczyłam się i zażywałam sporo ruchu; wszędzie chodziłam, regularnie bywałam na siłowni.

– No dobrze, a dieta? Była dostosowana do intensywności życia? Organizm przy takim wysiłku powinien otrzymywać odpowiednią ilość składników odżywczych.

– Cóż – Zuzanna odwróciła wzrok w stronę okna – Uważam, że zawsze odżywiałam się racjonalnie, nie chcąc utyć.

– To, co widzę, patrząc na panią i w wyniki, stanowczo temu przeczy.

– Twierdzi pan, że kłamię? – Zuzanna wyprostowała się, a na jej twarzy pojawił się grymas niezadowolenia.

– Ależ skąd! – lekarz zamachał szybko ręką w geście zaprzeczenia. – Uważam, że przedstawia pani swój ogląd sprawy, który jednak nie ma wiele wspólnego z obiektywnie rozsądnym trybem życia.

– Panie doktorze, ja po prostu utrzymywałam się w świetnej formie. Wie pan przecież, że mamy plagę otyłości.

Lekarz westchnął.

– Ma pani rację, ale nie można popadać w skrajności. Równocześnie wzrasta liczba  ludzi wyniszczonych głodówkami, bulimią czy anoreksją… A wszystko w imię źle pojętego ideału piękna i zdrowia. Pani jest tego przykładem. I tu niestety mam dla pani nie najlepszą wiadomość. Otóż, pani serce nie wytrzymało narzuconego organizmowi tempa. Inne narządy też powoli niejako zapominały, do czego zostały stworzone i przestały właściwie działać… Wiele z tych niekorzystnych zmian jest niestety nieodwracalnych. Jest pani w poważnym stanie ogólnym.

Zuzanna zaśmiała się, w pierwszej chwili nie wierząc w to, co usłyszała.

– Ale przecież nic mi nie jest! Jeszcze dwa, trzy dni odpoczynku i dojdę do siebie. Zresztą ja ledwo wytrzymuję bez ruchu. Jestem w niezłej formie.

– Pozornie. Dajemy pani kroplówki i leki na wzmocnienie. Poprawiają nieznacznie kondycję niektórych narządów, a sercu ułatwiają nieco pracę. Jednak, jak już wspomniałem ,odprowadziła  się pani do takiego stanu, że możemy jedynie trochę przedłużyć pani życie i poprawić nieco jego komfort.

Zuzanna zbladła lekko. Wargi jej zadrżały.

– To co ze mną będzie? – spytała cicho. Bała się odpowiedzi, ale musiała zadać to pytanie.

– Cóż, poradzę coś pani jako człowiek, a później dopiero lekarz. Proszę dobrze wykorzystać czas, jaki pani pozostał. Proszę pozałatwiać swoje sprawy, może  spełnić jakieś marzenie. Innymi słowy, proszę zrobić to, co może pani odkładała na kiedyś, może nawet na emeryturę… To powinny być pani najlepiej i najbardziej świadomie przeżyte miesiące…

– Miesiące? ! – oczy Zuzanny zrobiły się ogromne z przerażenia.

– Niestety… – lekarz zaczął zbierać wyniki i wstał. – Czy chce pani kogoś powiadomić, z  kimś porozmawiać? Może przysłać psychologa?

– W tej chwili nie; później , po południu – głos Zuzanny brzmiał cicho i bardzo niepewnie. – Teraz chcę zostać sama.

– Ale tylko na chwilę – lekarz popatrzył na pacjentkę znacząco – Zaraz przyślę pielęgniarkę z kolejną kroplówką.

***

Zuzanna wyszła powoli ze szpitalnego budynku. Z rozkoszą wystawiła twarz na słońce. Zamknęła oczy i pławiła się w cudownym cieple. Była wyspana, wypoczęta i najedzona. Nie pamiętała, kiedy po raz ostatni czuła się tak dobrze.

W jej głowie wciąż kołatało się wiele myśli, ale jednego byłą pewna: nie chciała żałować tego, co było – swoich wyborów i ich konsekwencji. Wiedziała, że rozpamiętywanie i wyrzucanie sobie przeszłości będzie zwykłą stratą czasu.

Miała na szczęście dokąd wracać; czekało na nią mieszkanie, które zaciągnęła rok temu kredyt na dwadzieścia lat. Prychnęła zdając sobie sprawę z bezsensu tej sytuacji. Trzeba to będzie załatwić, żeby nikt nie bujał się później z jej długami. Jedynym mankamentem mieszkania było to, że nikt tam na Zuzannę nie czekał. Kolejny jej wybór: nie chciała się z nikim wiązać; ważniejsze było udowodnić światu, że sama doskonale da sobie ze wszystkim radę i nie musi polegać na żadnym facecie.

Były jeszcze matka, mieszkająca na drugim końcu kraju i siostra – z racji charakteru pracy w ciągłych rozjazdach. Biedulka, nie znalazła jeszcze swojego miejsca na świecie… Nawet nigdy o tym nie myślała.

Zuzannę nagle olśniło; wyjęła z torebki komórkę, znalazła numer bliźniaczki i zainicjowała połączenie. Czekała chwilę, aż  siostra odbierze.

– Halo, Edyta? Muszę koniecznie z tobą porozmawiać… Nie, nie wykręcisz się, nic nie jest ważniejsze… Tak, pilne… Wpadnij do mnie zaraz po pracy… Powiedziałam: „zaraz”… Nadgodziny mogą poczekać…