Przebłysk prawdy

Jola wstała tego dnia wcześniej niż zwykle, ale nie dlatego, że bardzo musiała.

Były jej urodziny. Umówiła się z przyjaciółmi na wieczór, mieli iść do jakiegoś lokalu, napić się, potańczyć, pogadać i ogólnie miło spędzić czas.

Często wychodzili całą paczką, żeby świętować czyjeś urodziny, zdany egzamin, awans – okazję zawsze się znalazło. Po prostu lubili się bawić. Zakładanie rodziny nikomu z tego kręgu nie było w głowie. Wszyscy dobiegali trzydziestki, byli zdolni, wciąż gonili za karierą i rozrywką, która – jak twierdzili – należy im się po takich wysiłkach.

Prym w paczce wiodła właśnie Jolka.. Jako jedyna z całego towarzystwa pochodziła z bogatej rodziny i czerpała profity z rodzinnej firmy założonej przez dziadka, a obecnie prowadzonej wprawną ręką ojca. Dziewczyna tylko odcinała kupony. W firmie pojawiała się czasem, żeby stworzyć pozory zapracowanej i zagonionej. Kilkudniową nieobecność tłumaczyła załatwianiem ważnych spraw i prowadzeniem rozmów z potencjalnymi kontrahentami. W rzeczywistości do dziś nie orientowała się w pracy na żadnym stanowisku, nie umiała nawet dokładnie opowiedzieć, czym zajmuje się firma. Jej ojciec był znany w mieście i podobno w branży, więc na szczęście nikt jej o szczegóły nie pytał.

Raz czy dwa Jolce przeszło przez myśl, że  przyjaciele trzymają się z nią przez wzgląd na jej sytuację materialną. Dzięki niej, mieli łatwy dostęp do ojca, z którym mogli porozmawiać jako z biznesmenem, poprosić o radę lub nawet o wsparcie w ważnych kręgach, podczas przygotowania jakiegoś istotnego projektu, gwarantującego kolejny awans. Kobieta odganiała jednak zawsze takie myśli i wątpliwości. Wolała utwierdzać się w przekonaniu, że ludzie zadają się z nią, bo jest ładna, czarująca, we wszystkim wygląda dobrze i umie się świetnie bawić.

 

Jolka stwierdziła, że ma mało czasu, jeśli chce się zrobić na bóstwo. Musiała w tym celu załatwić kilka spraw, pobiegać po mieście i odwiedzić parę miejsc.

Najpierw odwiedziła salon piękności all inclusive, gdzie spędziła kilka godzin. Później pojechała na drugi koniec miasta i odebrała zamówioną specjalnie na dziś sukienkę. Musiała nieźle nakręcić, żeby namówić ojca na taki wydatek. Czasem zdradzał zniecierpliwienie jej drogimi zachciankami.

Wracając do domu, kupiła coś ciepłego na wynos, żeby przekąsić przed wieczornym wyjściem. Kiedy wstawiała danie do mikrofalówki, ktoś zadzwonił do drzwi.

– Chwileczkę! – zawołała machinalnie. – „Kto to może być?” – myślała w drodze ku wejściu. – „Dlaczego nie dzwonił domofonem? Znowu jakieś ulotki albo domokrążcy?”

Wyjrzała przezornie przez wizjer, ale ujrzała tylko puste schody. Zapięła więc łańcuszek i uchyliła drzwi jedynie na jego długość. Na klatce faktycznie nikogo nie było, ale na progu leżało niewielkie pudełeczko zapakowane w ozdobny papier.

Jolka jeszcze raz się rozejrzała. Ani żywej duszy. Kobieta odpięła wiec łańcuch, otworzyła szerzej drzwi i podniosła paczuszkę. Była lekka, ale nie pusta.

„Prezent? Ale od kogo?”

Zaskoczona Jolka wróciła do mieszkania i na chwilę zapomniała o obiedzie i przygotowaniach do wyjścia. Nie zwróciła nawet uwagi, że mikrofalówka wyłączyła się, informując o tym dźwięcznym sygnałem.

Ciekawość w końcu zwyciężyła w walce z niepewnością. Jolka otworzyła pudełko. W środku znalazła flakonik z perfumami. Kobieta uśmiechnęła się bezwiednie. Uwielbiała tego typu drobiazgi: wody toaletowe, perfumy, dezodoranty i wszystko, co pięknie pachniało. W szafce z kosmetykami poświeciła całą półkę wyłącznie na pachnidła. Kiedy spodobał się jej jakiś zapach, kupowała go bez zastanowienia, pod wpływem impulsu.

Jolka powąchała anonimowy podarunek.

– Zadziwiające – powiedziała głośno. – Piękne. Niezwykłe… – Użyła perfum na nadgarstkach i delektowała się zapachem.

Dzwonek komórki obudził ją z zamyślenia.

– Halo? Jestem w okolicy. Mogę do ciebie wpaść? – głos Justyny był, jak zwykle, beztroski, ale Jolka usłyszała coś jeszcze, jakby szept: „Może załapię się na darmową taksówkę”.

– Co, proszę?

– No, czy mogę wpaść do ciebie? – w głosie Justyny zabrzmiała ledwo wyczuwalna nutka zniecierpliwienia. – Możemy później razem pojechać do knajpy.

– Oczywiście, tak. Czekam.

– Będę za kilka minut.

Jolka nie traciła więcej czasu. Szybko wskoczyła w sukienkę, buty, przepakowała torebkę i rzuciła jeszcze okiem w lustro na fryzurę. Porwała z haczyka klucze i wyszła z domu. Nie miała nastroju na wpuszczanie kogokolwiek do środka. Kiedy wyszła z klatki schodowej, Justyna akurat nadchodziła od strony ulicy.

 

***

Jolka niewiele spała tej nocy mimo zmęczenia. Nie rozumiała, co się właściwie działo przez całe popołudnie i wieczór. Niby z pozoru wszystko było w porządku, ale dlaczego słyszała te dziwne szepty? Stawały się wprawdzie coraz cichsze, im później się robiło, ale jednak towarzyszyły jej cały czas, kiedy była w towarzystwie.

To co słyszała, nie było dla niej najmilsze; w dodatku miała wrażenie, że słyszała to tylko ona i że było to przeznaczone jedynie dla niej. Starała się nie zdradzić; wiedziała, że głosy słyszą najczęściej osoby posądzane o chorobę psychiczną.

Dlaczego szept podobny do głosu Tomka mówił o niej, że jest głupiutką gąską, a ten łudząco przypominający głos Justyny co i rusz nazywał ją mianem „dziuni”?

 

Usnęła nad ranem zupełnie kołowana. Śnił się jej flakonik z perfumami, które ktoś zostawił pod jej drzwiami poprzedniego dnia.

 

***

– Halo, kochanie? Wpadniesz dziś do nas na obiad? Ojciec ma nareszcie wolne popołudnie.

– Dobrze, mamo. O której mam być?

– Koło piątej.

– W porządku. Buziaczki!

Ojciec bywał ostatnio częściej poza domem; coraz mniej czasu spędzał z rodziną. Tłumaczył się interesami. Matka w końcu poddała się; przestała perswadować i nie robiła mu wymówek; przestała nawet prawic kazania na temat zdrowia i przepracowania.

Jolka z trudem doszła do siebie, wyrwana ze snu telefonem matki. Była niewyspana i dokuczał jej niewielki, ale jednak, kac. Spojrzała w lustro i westchnęła. Miała cienie pod oczami i byłą blada. Z wczorajszej fryzury niewiele zostało.

Wstawiła wodę na herbatę i usiadła na chwilę, żeby pomyśleć. Głosy… Czyżby zwariowała? Tak z dnia na dzień? A jeśli tak, to pod wpływem jakiegoś bodźca?

Głos podobny do bartkowego mówił o niej jako o taniej laluni, mającej wszystko wyłącznie dzięki ojcu. Szept Andżeli podkreślał skrzętnie ukrywaną niechęć, bo przecież „Jolka jest pusta, ale hojna dla przyjaciół. Trzeba to wykorzystywać.”

Głosy mówiły ciągle o niej, o Jolce. Przyjaciele zachowywali się jak zwykle: śmiali się i byli mili.

Gwizd czajnika przerwał te przemyślenia.

 

***

 

O czwartej Jolka ubrała się starannie i użyła swoich najnowszych perfum. Wyszła z domu trochę roztargniona. Po drodze przypomniała sobie, że powinna jeszcze wejść do sklepu i kupić jakieś dobre wino.

Kiedy zbliżała się do domu rodziców, zaczęła odczuwać dziwny niepokój. Kiedy wyszła zza rogu, zauważyła ojca wysiadającego z samochodu i usłyszała w głowie jego głos: „Będzie trzeba im w końcu powiedzieć”.

– Cholera – Jolka zaklęła pod nosem. Zaczekała chwilę; nie chciała wchodzić razem z ojcem, czy musieć z nim rozmawiać sam na sam. Ostatnio zaczął jej robić miedzy linijkami wymówki, że niby obija się w pracy. Upewniła się, że minęły trzy minuty i w końcu ruszyła w stronę domu.

 

***

 

– Twoje ulubione wino, mamo – Jolka wręczyła matce butelkę.

– Pamiętałaś! Jak miło! – oczy Marty rozbłysły na moment. – Ojciec nawet nie pomyślał o…

– Daj spokój! – głos ojca zdradzał irytację na pograniczu ze złością – Wiesz, jaki jestem ostatnio zajęty.

„Jaki drażliwy” – głos matki, który usłyszała w głowie Jolka był smutny i pełen niepokoju. – „Coś jest nie tak”.

„Może powiedzieć im już teraz i nie musieć się męczyć na tym obiedzie?” – z kolei głos ojca wydawał się być zmęczony, ale i z nutką strachu.

– Tato, mam wrażenie, że coś cię niepokoi – Jolka sama zdziwiła się, że to powiedziała. Matka odstawiła na bok wazę z zupą, wyłączyła piecyk, w którym piekło się mięso i spojrzała zaskoczona na córkę.

– Ależ córeczko…

– Wiem, wiem; nie jesteśmy tu po to, żeby rozmawiać o pracy, zdrowiu i innych tego typu tematach. Po prostu się martwię; oboje nie wyglądacie najlepiej.

Grzegorz westchnął ciężko, jakby był zupełnie zrezygnowany.

– Cóż, właściwie chciałem faktycznie coś wam powiedzieć.

Marta zbladła i zachwiała się lekko, jakby nagle przewidziała, co zaraz usłyszy.

– Zakochałem się w innej – Grzegorz głośno przełknął ślinę i jeszcze szybciej dodał:. – Chcę rozwodu. Marto, zostawię ci dom i część udziałów w firmie, żebyś nie musiała martwić się o jutro. Jolka… Masz mieszkanie na własność, ale od teraz musi się coś zmienić w twojej pracy w firmie.

„Czemu jej nie powiedziałem prosto z mostu, że po prostu ma przestać się obijać?”

– Dlaczego nie powiesz wprost, że powinnam wreszcie naprawdę zacząć coś robić? – uśmiech Jolki był ironiczny.

„Czyta w moich myślach?”

– Nie jest to takie trudne.

– Co takiego?

– Znać twoje myśli. Nie jestem aż taka głupia, jak wszyscy myślą.

– Czyżby? Jakoś tego nie dostrzegłem do tej pory. Uważasz się za taką sprytną?!

– Ależ tato…

– Grzegorz!

– Tak, macie rację. Już dość tego zakłamania!

W tym momencie Jolka usłyszała jeden wielki chaos. Aż zachwiała się od nadmiaru bombardujących ja myśli. Złość ojca mieszą się z paniką i bezsilnością matki.

– Czyli całe nasze życie było kłamstwem i niedomówieniem? – spytała w końcu Jolka. Nastała cisza.

Ojciec zwiesił głowę.

– Wybaczcie. Być może to głównie moja wina. Byłem głową rodziną i nie umiałem tego właściwie wykorzystać dla naszego wspólnego dobra.

– Grzegorz, ja myślałam, że…

– Marto, kochałem cię, ale tak się po prostu złożyło…

 

***

 

Jolka nie mogła się otrząsnąć. Nie, nie z szoku, że jej rodzina się rozpadła, a nawet nie z tego, że jej sytuacja nagle, dosłownie z godziny na godzinę, przestała być tak różowa i beztroska, jak przez całe dotychczasowe życie

To myśli rodziców dały jej dużo do myślenia. Po raz kolejny przekonała się, że niełatwo uporać się z nadmiarem wiedzy i prawdy, które tak diametralnie zmieniły jej spojrzenie na siebie i najbliższe otoczenie.

– Perfumy! – doznała nagłego olśnienia. – Wszystko zaczęło się wtedy, kiedy je dostałam.

Wyjęła flakonik z szafki. Mimo, że użyła perfum już kilkakrotnie, butelka wyglądała na nie napoczętą.

– Niech cię! – Jolka popatrzyła na prezent z niechęcią, zapakowała w ozdobną torebkę i wyszła z domu.