Rybeńka

– Tatusiu, popatrz! Jakie śliczne rybki! Kup mi je, proszę! – tłuściutki dwunastolatek ciągnął ojca za rękaw płaszcza i krzyczał niemal histerycznie.

– Nie, rybeńko! – głos ojca zadrżał, choć powinien brzmieć pewnie. – Już dość twoich zachcianek spełniliśmy w tym miesiącu! Nie powinieneś dostać nic aż do Bożego Narodzenia!

– Ale tatusiu! To ostatni raz, przyrzekam!!! – zaczął skuczeć tłuścioszek.

– Bądź pan człowiekiem – odezwał się sprzedawca. – To moje ostatnie rybki na dzisiaj. Coraz mniej ludzi, a za godzinę mam autobus. Na następny muszę czekać trzy godziny, bo sobota… Albo kup pan to akwarium, taniej będzie, a rybki dam gratis, więc wyjdzie pan na swoje… – Handlarz patrzył na ojca chłopaka coraz bardziej błagalnie.

Krzysztof westchnął ciężko. Nie planował dziś na giełdzie żadnych zakupów. Nie miał brać ze sobą syna, ale chłopak błagał go od rana i wreszcie postawił na swoim. Mężczyzna chciał otworzyć kolejny – już trzeci – sklep hobbystyczny i padło na wędkarstwo i akwarystykę. Dziś chciał zebrać foldery i wizytówki potencjalnych dostawców towarów i zorientować się wstępnie, z kim można na początku współpracować, żeby zatowarować sklep.

Januszek z kolei zawsze dostawał wszystko, czego zapragnął, choć na wiele rzeczy nie zasługiwał. Był leniwy i krnąbrny, słabo się uczył, a jego ulubionym zajęciem było granie na komputerze.

Syn nigdy jednak nie prosił o żadne zwierzątko domowe, więc teraz Krzysztof był nie tylko niezadowolony, ale i zaskoczony pomysłem chłopca.

Mężczyzna przyjrzał się rybkom; faktycznie, były naprawdę piękne – kolorowe, o różnych kształtach i wzorach. Było ich dziesięć i każda inna.

– Co to za rybki?

– Ozdobne – wzruszył ramionami sprzedawca. – Mój dostawca sprowadził je dopiero co z zagranicy. Rozchodzą się jak świeże bułeczki. Bierz pan, bo to była na razie ostatnia dostawa. Mam wszystkie papiery; rybki przeszły kwarantannę, wszystko jest legalne…

Krzysztof rzucił okiem na plik dokumentów podanych przez mężczyznę. Wszystko wyglądało wiarygodnie: podpisy, pieczątki urzędu celnego, weterynarza i przewodniczącego jakiegoś towarzystwa ichtiologicznego.

– Cóż, no dobrze – westchnął w końcu Krzysztof  ku uciesze handlarza, który od razu zaczął przygotowywać towar. – A spróbuj tylko źle się nimi zajmować! – ojciec pogroził palcem Januszkowi.

Chłopak tymczasem patrzył z zachwytem na rybki i z niecierpliwością czekał, aż ojciec dobije ostatecznie targu z handlarzem.

***

 

–  Rybki? – Helena popatrzyła na męża wyraźnie zaskoczona. – Po co?

– Dla Januszka.

Kobieta westchnęła i pokręciła głową wyraźnie niezbyt zachwycona.

– Ustaliliśmy przecież, że w tym miesiącu nie robimy mu już żadnych prezentów i nie spełniamy nawet najmniejszej zachcianki.

Krzysztof czuł się niezręcznie, ale bronił swojej decyzji:

– To chyba dobrze, że chłopak nareszcie zainteresował się czymś poza komputerem. Rybki to całkiem niezłe hobby.

– Może to i racja, ale od zachcianki do hobby jest jeszcze dość długa droga. Na przyszłość  proszę cię, żebyś konsultował ze mną takie decyzje i zmiany planów, zwłaszcza kiedy chodzi o nasze dziecko. Musimy być konsekwentni. A teraz siadajcie obaj do stołu; podaję obiad.

***

 

W kolejnym tygodniu Krzysztof pomagał synowi urządzić akwarium, jednak nie udawało mu się ustalić nic konkretnego odnośnie samych rybek: gatunku, dokładnego miejsca pochodzenia, kompletnie nic. Okazało się tylko, że są nadzwyczaj odporne na wahania temperatury.

W kolejny weekend mężczyzna znów udał się na giełdę, by dopytać sprzedawcę o to i owo, nawet jeśli musiałby go przyprzeć do muru w wyduszeniu dodatkowych informacji. W dokumentach, które otrzymał od handlowca było mnóstwo pieczątek, a wiadomości dotyczące rybek okazały się – po wnikliwej lekturze – nie mieć dużej wartości poznawczej. Wiadomo było tylko, że zwierzęta pochodzą spoza Europy; resztę stanowiły niewyraźne przypuszczenia; dużo tekstu, mało treści.

Krzysztof przeszedł cały teren giełdy wzdłuż, wszerz i na skos po kilka razy, ale nie znalazł sprzedawcy. Pytał o niego na stoiskach sąsiadujących z tym, na którym tydzień wcześniej zakupił rybki, ale wszyscy zapytani wzruszali ramionami: nie pamiętali opisywanego przez Krzysztofa mężczyzny.

***

 

Januszek spędzał wiele czasu obserwując rybki. Pożerały pokarm w piorunującym tempie i rosły niemal w oczach.

Chłopak jeszcze bardziej opuścił się w nauce i zaczął wagarować. Kiedy zrywał się z lekcji, natychmiast wracał cichaczem do domu, by znów jak zahipnotyzowany wpatrywać się w akwarium.

Przez pierwszy miesiąc rodzice nie zauważyli nic niepokojącego w zachowaniu jedynaka. Odetchnęli z ulgą, że syn przestał ich nagabywać nowymi zachciankami, ale poza tym nic nowego  w Januszku nie zaczęło ich jeszcze martwić.

O wagarach i jeszcze większym pogorszeniu w nauce dowiedzieli się dopiero podczas wywiadówki.

Tego wieczora ojciec wziął chłopca na poważną rozmowę.

– Posłuchaj, Januszku! Staram się być cierpliwy i wyrozumiały dla ciebie, choć od dłuższego czasu nie podoba mi się twoje zachowanie i coraz słabsze oceny. Rozmawiamy z tobą i tłumaczymy wszystko. Ty jednak zamiast zmieniać się na lepsze, coraz bardziej się pogrążasz.

– To znaczy? – chłopiec uniósł brwi trochę zaskoczony, jakby nie dochodziło niego sens słów ojca.

– Jakby nie dość było twoich dotychczasowych problemów, to jeszcze zacząłeś wagarować. Jesteś zagrożony z trzech przedmiotów, a z jednego praktycznie masz sytuację właściwie nie do przeskoczenia. Jak już łaskawie jesteś w szkole, nie uważasz na lekcjach, jesteś zamyślony i nie wiesz, co się dzieje na lekcji. Przestałeś nawet stwarzać jakiekolwiek pozory, że robisz cokolwiek…

– Opiekuję się przecież rybkami – stwierdził Januszek zwieszając głowę, ale zaraz się ożywił. – A wiesz, tatusiu, że te rybki mają w sobie coś niezwykłego? Przyciągają mnie do siebie; sprawiają, że ja po prostu musze tu być, patrzeć na nie, obserwować i żyć ich życiem!

– Synku, co ty opowiadasz?! – Krzysztof niemal krzyczał.

– Wiedziałem, że mi nie uwierzysz – skrzywił się chłopiec i spojrzał ojcu prosto w oczy. – Ale to szczera prawda!

– Nie, synku. To wyłącznie twoja słabość. Wolisz się lenić, tak czy siak, albo siedząc przed komputerem albo wpatrzony w akwarium. To się musi skończyć! Inaczej zarówno komputer, jak i akwarium robią wyjazd do odwołania z twojego pokoju albo nawet z domu.

– Tatusiu, nie! Błagam! Tylko nie akwarium!

– Ogarnij się więc, synu! Wiesz, że możesz liczyć na moją i mamy pomoc; korzystaj z tego i zacznij się wreszcie uczyć i wychodzić na prostą! Popraw zachowanie; inaczej będzie niewesoło…

Ojciec wstał i ruszył w kierunku drzwi. Przystanął jeszcze na moment i rzucił okiem na akwarium. Wydało mu się, że rybki skrzą się coraz piękniej i silniej pełnymi barwami. Krzysztof z trudem odwrócił od nich wzrok i wyszedł z pokoju syna.

***

 

– Późno już – Helena nerwowo spojrzała na zegarek, chyba po raz setny w ciągu ostatniej godziny. – A jego wciąż nie ma!

– Był dziś w szkole? – Krzysztof też zaczynał się powoli martwić. Takie spóźnienie nawet w przypadku Januszka było niepokojące.

– Nie wiem; kiedy przyszłam z pracy i zauważyłam, że go nie ma, szkoła była już zamknięta.

– Nie masz telefonu do jego wychowawczyni?

– Do tej pory zawsze kontaktowaliśmy się z nauczycielami przez szkołę, tak jak i  wszyscy inni rodzice. Taka polityka szkoły…

– Cholera! – Krzysztof zapalił nerwowo papierosa, mimo że obiecał żonie nie palić w domu. Z trudem powstrzymywał się, by nie zacząć panikować.

– Chodź! – Stwierdził w końcu. – Idziemy do jego pokoju. Musimy go przeszukać; może coś znajdziemy.

– Co?!

– Ach, nie wiem, cokolwiek, co nam podpowie, co się dzieje z naszym synem i co mogło się z nim stać. Szybko! Szkoda czasu!

– A policja? Trzeba zadzwonić.

– Dobrze, zadzwoń; a ja idę szukać. Może coś się uda znaleźć zanim dojdzie do rozmowy w cztery oczy z przyjmującym zgłoszenie.

 

Krzysztof wszedł zdecydowanym krokiem do pokoju Januszka. Z kuchni dobiegał go zdenerwowany głos żony zgłaszającej zaginiecie syna.

Mężczyzna rozejrzał się; najpierw chciał ogólnie spojrzeć na całe pomieszczenie, a później dopiero przejść do szczegółów. Komputer! Trzeba będzie przejrzeć jego zawartość. Na biurku, na którym stał monitor, panował, jak zwykle, nieład: walały się tam długopisy, notesy, pomięte kartki wyrwane z zeszytów, kredki i pokarm dla rybek.

Dywan już z tydzień nie widział odkurzacza, a półki ściereczki. Czyli syn nie wdrażał w życie przestróg ojca.

Wzrok Krzysztofa padł wreszcie na akwarium. Mężczyzna podszedł, przykucnął i zaczął obserwować rybki. Błyszczały bardzo intensywnie. Krzysztof odruchowo zaczął je liczyć.

– Jedenaście – stwierdził w końcu zaskoczony. – Dziwne… Tej złotej do tej pory nie widziałem. Jest dość spora. Jak to możliwe, że nie zauważyłem jej wcześniej? Januszek pochwaliłby się od razu, gdyby udało mu się ją wyhodować albo gdyby ją dostał lub kupił. Piękny okaz… A może… Nie! Mój syn jest leniem, ale nie złodziejem!

Rozmyślania Krzysztofa przerwała Helena.

– Chodź, idziemy na komisariat. Zaniesiemy zdjęcie Januszka i odpowiemy na kilka dodatkowych pytań. Znalazłeś coś?

– Nic, co by mi podsunęło pomysł, co się stało z naszym synem. Trzeba będzie przeszukać komputer.

– Przyślą po to kogoś; już im to zasugerowałam. Chodźmy…

***

 

– Januszek kończyłby dzisiaj osiemnaście lat – Helena patrzyła z uczuciem na zdjęcie zaginionego przed kilkoma laty syna. Niepewność, co stało się z chłopcem, towarzyszyła jej i Krzysztofowi przez cały ten czas, dzień w dzień. Policja działała do pewnego momentu dość prężnie, aż w końcu po prostu umieściła chłopca we wszelkich możliwych międzynarodowych bazach dzieci zaginionych.  Tymczasem Helena i Krzysztof wynajęli detektywa; ba, byli nawet u trzech jasnowidzów. Każdy z nich widział w swych wizjach wodę, ale zapewniał, że chłopiec żyje. Nie umieli jednak podać lokalizacji owej wody, związanej z jego obecnością.

Trzy miesiące po zaginięciu Januszka, okazało się, ze Helena jest w ciąży. Bardzo pragnęli z Krzysztofem mieć drugie dziecko, także ze względu na syna. Później przyszła na świat Justynka i mimo niepewności i bólu spowodowanego nieobecnością starszego dziecka, życie rodziny jakoś się toczyło z dnia na dzień.

Po synu Helenie i Krzysztofowi, oprócz przedmiotów codziennego użytku, pozostało akwarium z rybkami, którego zażyczył sobie pół roku przed zniknięciem. Ta największa, złota, rosła szybko i podpływała zawsze do ścianki, kiedy tylko ktoś zbliżył się, żeby popatrzeć.

 

Tego dnia, w osiemnaste urodziny Januszka, złota rybka po prostu zniknęła. Krzysztof przeszukał całe akwarium; nawet odłowił wszystkich pozostałych mieszkańców pojemnika, wyczyścił go, mimo że dopiero co to robił, wsypał nowe podłoże i wymienił roślinki na nowe. Nie znalazł żadnych śladów po królewskim okazie, nic co by wskazywało nawet na nagły i niezrozumiały kanibalizm ze strony pozostałych rybek.

Od poprzedniego dnia, kiedy to jeszcze mieszkańcy akwarium byli w komplecie, Krzysztof i Helena nie mieli gości, więc musieli wykluczyć kradzież. Nawet Justynka przez ostatnich kilkanaście godzin nie wchodziła do tego pokoju; zresztą nigdy nie odważyła się majstrować przy rybkach i narażać je na niebezpieczeństwo. Mimo to, Krzysztofowi przyszło nawet do głowy przeszukać najbliższe okolice akwarium, na wypadek gdyby rybka miała nagle nauczyć się wyskakiwać na zewnątrz; nie znalazł niczego.

 

Około godziny osiemnastej ktoś zadzwonił do drzwi.

– Kochanie, zapraszałeś kogoś?

– Nie, skądże!

– Dziwne… – Helena odstawiła garnek z zupą na blat obok kuchenki, zdjęła fartuch i ruszyła do drzwi. Krzysztof jednak ją ubiegł i właśnie zdejmował łańcuch i przekręcał zamek. Mężczyzna niepewnie i powoli uchylił drzwi; za nimi stał chłopak wyglądający na jakieś siedemnaście – osiemnaście lat, ubrany tylko w podkoszulek i krótkie spodenki. Cały ociekał wodą, jakby dopiero co brał kąpiel.

– Cześć, tato – powiedział gość. – To ja, Januszek…