Spadek

Brat babki, Tadeusz, pozostawił po sobie tylko niewielki kuferek zamykany na klucz. Najcenniejszymi pod każdym możliwym względem przedmiotami, które znajdowały się w nim oprócz innych drobiazgów, były medale zdobyte przez mężczyznę podczas wojny. Prawo do nich rościł sobie najstarszy syn Tadeusza. Porwał je i wybiegł z domu bez pożegnania, zawiedziony, że kuferek nie zawierał złota, pieniędzy, papierów wartościowych lub biżuterii.

Reszcie rodziny pozostały do podziału zdjęcia, świadectwa szkolne, zasuszony polny kwiatek, śnieżnobiała chusteczka starannie złożona w kostkę i niepozorna czapka w nieokreślonym, burym kolorze, wyglądająca tak, jakby wiele przeszła.

Siostrzeńcy i bratanica szybko rozdzielili pomiędzy siebie te pamiątki, odrzucając czapkę na bok. Porwał ją najmłodszy w rodzinie Adaś, sam nie wiedząc, po co. Chłopiec wrzucił swoją zdobycz do jednej z wyższych szuflad i zapomniał o niej na dobrych kilka lat.

***

Adam wlókł się noga za nogą; w szkole miał podły dzień i doprawdy nie spieszyło mu się, by spowiadać się z niego rodzicom, a szczególnie ojcu. Wszyscy nauczyciele chcieli dziś pytać płaśnie jego i z trudem wywinął się od najgorszych ocen, wiedział jednak, że dzisiejsze wyniki, zaledwie mierno – dostateczne, nie usatysfakcjonują wymagającego ojca.

Właśnie, ojciec… Ostatnio był strasznie nerwowy i przewrażliwiony; nie można było mieć pewności, czy najbardziej niewinne krótkie zdanie go nie zdenerwuje. Matka twierdziła, że to przez przepracowanie. Adam od dawna twierdził, że ojciec był pracoholikiem i chyba tego samego oczekiwał od swojego jedynego syna. Sam mężczyzna uważał, że skoro ma wolne weekendy, to praca nie jest najważniejsza w jego życiu. Nie brał pod uwagę, że zawsze jest w pełnej gotowości, zawsze „pod telefonem”, gotów doradzać współpracownikom w interesach.

W dodatku teraz jeszcze ta przeprowadzka – oczywiście znów za sprawą ojca. Adam miał skończyć w dotychczasowej szkole ten rok szkolny, a maturę miał już zdać w innej, gdzieś po drugiej stronie miasta. No i nie będzie się tak często widywał z Elizą, z którą teraz siedział w ławce.

Chłopak dotarł w końcu do domu i próbował przekraść się do swojego pokoju tak, by matka nie zauważyła, że wrócił.  Kobieta miała jednak świetne wyczucie; wyjrzała z kuchni zanim chłopak wszedł do połowy schodów.

– Ach, to ty; tak mi się wydawało…

Adam zszedł z powrotem i pocałował matkę w policzek na powitanie.

– Co tam w szkole?

– Średnio – Adam zwiesił nos na kwitnę.

– Opuściłeś się ostatnio.

Chłopak wzruszył ramionami.

– Porozmawiamy o tym później. Idź do siebie, odśwież się trochę i zejdź na obiad. Później musisz zacząć się pakować.

– Pakować? – Adam zrobił wielkie oczy.

– Tak. Ojciec dzwonił. Przeprowadzamy się do nowego domu w przyszłym tygodniu. A ty do końca roku szkolnego zamieszkasz u ciotki Leny.

– Ależ mamo… Czy to konieczne? Skąd ten pośpiech?

– Synku, rozumiem twoje obawy, ale przecież chodzi zaledwie o dwa miesiące. Później będą wakacje. A jak się będziesz dobrze zachowywał u ciotki i przyniesiesz zadowalające świadectwo, obiecuję ci objazdówkę po Francji.

Adam westchnął. Marzył o takim wyjeździe. Jednak ciotka Lena była strasznie zrzędliwą kobietą, wiec wytrzymanie z nią  kilku tygodni pod jednym dachem na pewno nie będzie należało do najważniejszych. A szkoła? Cóż; matka słusznie stwierdziła, że się ostatnio opuścił i świadectwo na pewno nie będzie tak dobre, jak by tego oczekiwał ojciec.

– No, synku, szoruj do łazienki – Adama z zadumy wyrwał głos matki. – Zaraz podam obiad.

***

W pokoju Adama stało już kilka skrzyń. Ojciec był świetnym organizatorem – to trzeba mu było przyznać. Przyspieszył przeprowadzkę i nie zapomniał zorganizować przewozu rzeczy!

Chłopak miał się spakować tak, żeby wziąć do ciotki same najpotrzebniejsze rzeczy: podręczniki, zeszyty i trochę ciuchów na co dzień i jakieś eleganckie. Resztę miał włożyć od innych skrzyń, by mogły wraz z całą resztą pojechać już do nowego domu.

Dopiero teraz Adam docenił to, że matka wymagała od niego porządku w pokoju. Dzięki temu pakowanie szło mu jak z płatka. Wkrótce do spakowania zostały mu rzeczy tylko z jednej szafy – tej najwęższej, z najrzadziej używanymi rzeczami.

Adam wyjął z niej najwyższą szufladę i wyrzucił z niej wszystko na łóżko. Trzy kolorowe podkoszulki, dwa golfy i… bura czapka zupełnie pozbawiona fasonu.

– Wyglądałbym w niej jak lump – parsknął Adam. I już już chciał wyrzucić czapkę do kosza, kiedy nagle wpadł mu do głowy dziwny, zupełnie niedorzeczny pomysł. Podszedł do lusterka zawieszonego na drzwiach i założył nieforemny woreczek na głowę.

W tym momencie zrobiło mu się ciemno przed oczami, ale tylko na dwie sekundy. Zamknął więc oczy i wziął kilka głębszych oddechów. Kiedy uniósł powoli powieki, ze zdumieniem stwierdził, że nie widzi swojego odbicia w lustrze.

– Dziwne – mruknął. Wyszedł z pokoju i cicho zszedł na dół, do salonu, po którym krzątała się matka, pakują właśnie kryształy. Specjalnie zaszurał nogami przy wejściu do pokoju. Matka popatrzyła w jego kierunku, wzruszyła ramionami i wróciła do pracy.

– Mamo… – wyszeptał.

Nic, matka nie zareagowała.

– Mamo! – tym razem Adam niemal krzyknął.

Kobieta odwróciła głowę i nasłuchiwała, ale nie usłyszawszy nic, znów wróciła do swojego zajęcia.

Adam po cichu wrócił do siebie. Zdjął czapkę i opadł na łóżko.

– Ale super! Mogę sobie znikać, kiedy tylko będę miał wszystkiego dość… Wygląda na to, że czapka nie tylko czyni niewidzialnym, ale i wycisza…

***

– Synku, wyglądasz trochę niewyraźnie – przy kolacji matka popatrzyła na Adama z troską.

– Daj spokój – ojciec machnął ręką lekceważąco. – Chłopak dobrze się spisał z pakowaniem. Jest po prostu zmęczony.

Adam chciał zaprzeczyć; czuł się całkiem dobrze i nie był znużony, ale dał spokój. To myśl o czapce i jej możliwościach dodawała mu sił.

– Jutro odwiozę cię do ciotki – rzucił ojciec, wstając od stołu.

– Dlaczego nie w niedzielę? – zdziwił się chłopak.

– Żebyś miał czas na rozpakowanie się przed poniedziałkiem. Poza tym masz chyba coś zadane na przyszły tydzień?

– Ukhm, tak… – Adam wolał nie drążyć tematu szkoły. Na szczęście ojciec zaczął omawiać z matką szczegóły przewozu mebli.

***

Eliza z troską spoglądała na swojego chłopaka. Od kilku dni był blady i często zamyślony. Poza tym po raz pierwszy odmówił odprowadzenia jej do domu. Odkąd zamieszkał u ciotki, coraz częściej się spieszył, by nie spóźnić się za bardzo.

W szkole zaczął być mrukliwy, nawet dla chłopaków ze swojej paczki, odzywał się półsłówkami i w ogóle niechętnie podejmował jakikolwiek temat. Zdawał się być nieobecny myślami.

-Porozmawiaj ze mną – prosiła Adama Eliza. – Powiedz, co się dzieje…

– Ach wiesz przecież… To wszystko… – chłopak zrobił nieokreślony ruch ręką w powietrzu i wzruszył ramionami. Tak, wiedziała, przeprowadzka… ale czy to faktycznie musiał być powód takiego zachowania?

***

W pokoju, którzy przydzieliła Adamowi ciotka, panował lekki półmrok. Po pierwsze, była to północna część domu, a po drugie niewielkie okno wypełniała gęsta korona drzewa stojącego tuż przy domu. Chłopak dziwił się, że ciotka nie kazała go wyciąć, ale z biegiem czasu stało się to dla niego zupełnie obojętne.

Sama ciotka przychodziła tu rzadko i niechętnie – tylko jeśli naprawdę musiała, nastolatek mógł więc liczyć na pewną dozę prywatności.

To tu chłopak zakładał czapkę, by wymykać się z domu; wkrótce złapał się na tym, że nie może bez tych wypraw żyć.

Będąc niewidzialnym, Adam stawał się też niewiarygodnie szybki. Wystarczyło, że pomyślał o jakimś miejscu, zrobił kilka kroków, a już tam był. Owszem, czapka nie umożliwiała mu przekraczania dużych zbiorników wodnych, jak ocean, ale spore jeziora, czy morza śródlądowe w najwęższych ich miejscach już tak. Z dużą łatwością dostawał się na wysokość do dwóch i pół tysiąca metrów nad poziomem morza, wyżej musiał się już wspinać jak każdy inny. To jednak go satysfakcjonowało – odwiedził kilka szczytów, z których roztaczał się wspaniały widok na wiele kilometrów.

Jednak z każdym użyciem czapki, Adam robił się coraz bledszy. Z początku nie były to zmiany zauważalne dla kogoś, kto widywał go codziennie, ale po miesiącu niezdrową bladość chłopca zaczęło uważać kilka osób z jego najbliższego otoczenia.

Jako pierwsza tak naprawdę zaniepokoiła się jego wychowawczyni. W piątek poprosiła więc Adama do siebie na rozmowę.

– Posłuchaj, to delikatna sprawa. Wyglądasz od jakiegoś czasu niespecjalnie zdrowo. Jesteś blady i apatyczny, masz podkrążone oczy… Co się z tobą dzieje?

– Nic…

– Poprawiłeś ostatnio oceny, ale nie jestem pewna, czy nauka do późnej nocy jest jedynym powodem zmian, jakie w tobie zaszły.

Adam wzruszył ramionami i wbił wzrok w podłogę.

– Chłopcze, możesz spokojnie zwolnić trochę z nauką; nie jesteś z niczego zagrożony, będziesz miał jeszcze czas, by całą szkołę skończyć z lepszymi wynikami. Ale teraz musisz stanąć na nogi, a ja chcę mieć pewność, że z twoim zdrowiem wszystko w porządku; w jakiś sposób jestem za ciebie odpowiedzialna. Skontaktuję się z twoją matką; musisz zrobić sobie podstawowe badania.

-Nie! – Adam nagle ożywił się, ale natychmiast ściszył głos. – Proszę nie powiadamiać o niczym rodziców, oni mają teraz tyle spraw do załatwienia; wie pani profesor: przeprowadzka, projekty ojca…

Nauczycielka uważniej przyjrzała się  Adamowi.

– Czy na ostatniej wywiadówce będzie obecna twoja mama?

– Tak – głos chłopaka zadrżał. Wcale nie był pewien, czy matka się pojawi.

– To dobrze. Porozmawiam z nią…

– Czy to naprawdę konieczne?

– Obawiam się, że tak. Chodzi o twoje zdrowie. Dlatego przypomnij w domu o zebraniu, inaczej sama zadzwonię do rodziców.

Wywiadówka miała odbyć zaraz na początku kolejnego tygodnia i Adam miał nadzieję, że wymyśli coś do tego czasu, by tak czy siak nie zawracać głowy mamie. Przecież i tak nic by to nie zmieniło, a tylko spowodowało niepotrzebne nerwy.

Czuła się wprawdzie nieco zmęczony, ale to wszystko; przecież to normalne, jeśli się nie dosypia. Nie ćpał, nie nadużywał żadnych leków, nie palił i nie pił, o co więc mogło chodzić?

Chwile zapomnienia podczas używania czapki dawały Adamowi wytchnienie od codziennych kłopotów ostatniego czasu i po każdym powrocie czuł się świetnie. Tak mu się przynajmniej wydawało. Zasypiał natychmiast, często nie mając już sił na mycie i przebranie się.

Przez cały weekend Adam panicznie myślał co zrobić, by wychowawczyni nie rozmawiała w jego sprawie z matką, ale ta niestety sama zauważyła, że jest coś nie tak i bardzo się zaniepokoiła, kiedy w sobotę przyjechała odwiedzić syna.

– Mój Boże! Synku! Co się z tobą dzieje?! Ciocia mówiła, że siedzisz cały czas w swoim pokoju i się uczysz. Ale nie sądziłam, że doprowadzisz się do takiego stanu! Jak ty się czujesz?

– Całkiem dobrze, mamo. Niepotrzebnie się martwisz i panikujesz – Adam starał się mówić jak ojciec. – Zaraz będą wakacje i odpocznę sobie. Wyśpię się, spędzę trochę czasu na powietrzu i zaraz wrócę do formy.

– Nie, absolutnie nie zamierzam czekać przez kolejne tygodnie, żeby upewnić się, że to faktycznie zwykłe szkolne przemęczenie. W poniedziałek idziemy robić badania; usprawiedliwię ci nieobecność na wywiadówce. I bez dyskusji, synu!

 

Badania, strzykawki, igły, krew… Adam nienawidził takiego zamieszania. Nie to, żeby się bał, ale atmosfera gabinetu zabiegowego kojarzyła mu się ze szpitalem. A kiedy słyszał słowo „badania”, od razu przypominał sobie przypadek swojego kolegi z podstawówki, Michała. Podczas rutynowych badań kontrolnych chłopak dowiedział się, że ma białaczkę i nie doczekał przeszczepu.

Adam unikał, jak mógł nawet wizyt podczas jesiennych infekcji. Posłusznie ładował się wtedy do łóżka i brał wszystkie leki, by tylko nie musieć iść do lekarza.

 

W poniedziałek chłopak obudził się o świcie. Ubrał się, spakował plecak, nacisnął czapkę na uczy i wyszedł. Chciał przeczekać gdzieś ten dzień; później się jakoś wytłumaczy z nieobecności…

 

– Jak to, ciotka nie wie, gdzie jest Adam?! – matka chodziła nerwowo w te i we w te po salonie.

– Wstałam, jak zwykle o w pół do siódmej, a jego już nie było – ciotka zazyła drugą dawkę środka na nerwy. – Chciałam go obudzić, żeby był gotowy, kiedy przyjdziesz, żeby zabrać go do przychodni.

 

– I nic ciocia nie słyszała?

– Kompletnie nic, kochana. Ten twój syn to w ogóle nadzwyczaj cicho się zachowuje jak na nastolatka. Nie miałam z nim pod tym względem żadnych problemów. Zero głośnej muzyki, kolegów, dziewczyn… Przychodził, jadł obiad i szedł do siebie, żeby się uczyć, tak twierdził.

– ale nic wczoraj nie mówił, nie zachowywał się dziwnie?

– Odkąd powiedziałaś mu o badaniach, był trochę stremowany, nic więcej…

– Cóż, muszę zadzwonić do Krzysztofa – Maria sięgnęła po telefon. Drżała. Tak bardzo nie chciała denerwować męża, szczególnie teraz, kiedy miał taki napięty czas w pracy, ale tym razem nie miała wyjścia.

 

Adam przesiedział dzień nad morzem. Dużo myślał. Wiedział, że po przeprowadzce i zapisie do nowej szkoły, jego Zycie diametralnie się zmieni. Ojciec na pewno nie będzie miał dla niego więcej czasu, niż dotychczas. Ta jego kariera! Pieniądze… Zapewnienie rodzinie lepszego jutra… Chwalebne, ale ojciec zapomniał o  dniu dzisiejszym. Nie ma wyjścia, trzeba będzie to jakoś przeżyć…

Chłopak spojrzał na zegarek i zaniepokoił się; robiło się późno.

– Trzeba wracać – mruknął do siebie i już po chwili stał pod drzwiami ciotki. Przed domem stał radiowóz. No pięknie, tego Adam nie przewidział. Nie sądził, że zawiadomią policję tak szybko.

– Cholera, będą kłopoty – zaklął pod nosem. – Ale może zapomną o badaniach.

Adam sięgną i chciał zdjąć czapkę, ale ze zdumieniem stwierdził, że nie może. Szarpnął z całej siły; zabolało, jakby czapka była nie tyle przyklejona, ale stała się wręcz częścią jego ciała.

Wbiegł do domu, łudząc się, że ktoś go usłyszy, jeśli będzie głośno krzyczał.

– Mamo! Tato! Tu jestem!

Nic! Rodzice dalej rozmawiali z grubym oficerem bazgrzącym coś w notesie.

– Mamo! – Adam próbował potrząsnąć kobietę za ramię, ale jego ręka przeszła przez ciało matki, nie natrafiając na żaden opór. Matka chyba nic nie poczuła.

– Nie! Nie! – nastolatek cofnął się i spojrzał na swoje dłonie, które stały się przeźroczyste. Przerażony Adam wypadł na ulicę, nie patrząc w żadną stronę…

Z lewej nadjechał duży wóz dostawczy… Chłopak nawet nie poczuł uderzenia.

***

Obudził się nagle. Usiadł gwałtownie na łóżku. Bolała go głowa i był roztrzęsiony, jakby śniło mu się coś strasznego. Rozejrzał się dookoła; był w swoim pokoju, w dotychczasowym domu!

Odetchnął głęboko i pociągnął solidny łyk wody z butelki, stojącej na stoliku przy łóżku.

Zaczął sobie wszystko przypominać. Co to mogło być?! Sen?

– Którego dzisiaj mamy? – mruknął i sięgnął po komórkę. Ze zdumieniem stwierdził, że dopiero za tydzień dowie się o przyspieszonej przeprowadzce rodziców i swoim pobycie u ciotki.

Zerwał się na równe nogi i wyjął górną szufladę z szafki w kącie. Pod stertą starych rzeczy znalazł czapkę.

– O, nie!!! Mowy nie ma!

Wyjrzał ostrożnie do przedpokoju. Dom tonął jeszcze we śnie.

Chłopak cichutko wyszedł do ogródka na tyłach domu. W składziku znalazł resztkę rozpuszczalnika, nasycił nią czapkę, podpalił i rzucił na piasek. Poczekał aż wszystko się spali, zasypał pogorzelisko piaskiem  i ziemią, przydeptał i wrócił do pokoju.

– Koniec z uciekaniem! – postanowił.