Wielka mała niewiadoma

Joanna usiadła przy oknie. Padał deszcz, robiło się ciemno. Czekała, wciąż wierząc, że on wróci, ale każda godzina, ba, każdy kwadrans uświadamiał jej, że niepotrzebnie się łudzi. Może nie otworzył listu; może w ogóle go nie dostał… Nie, to niemożliwe, musiał dostać, Krystyna obiecała mu oddać, niechętnie, ale jednak.

Kiedy na ulicy zapaliły się lampy, kobieta wstała z westchnieniem. Żal ściskał jej gardło, ale wiedziała, że nie może się poddać. Marek zaraz wróci z lekcji tenisa, trzeba przygotować kolację.

Gwałtowny dzwonek wyrwał Joannę z odrętwienia. To na pewno syn…

– Otwarte! I wytrzyj nogi! Wczoraj zabłociłeś cały przedpokój!

– Zawsze ściągam buty w progu – głęboki, męski głos zaskoczył ją zupełnie. Tomasz! Więc jednak wrócił!

– Ja…

– Nie, nie tak; usiądźmy spokojnie i porozmawiajmy – mężczyzna powiesił płaszcz na wieszaku i wstawił czajnik. Poruszał się po kuchni szybko i na pamięć; w końcu bywał tu ostatnio dość często.

– Marek zaraz przyjdzie…

– Spotkałem go w bramie. Dałem na kino i pizzę. Mam nadzieję, że się nie gniewasz. Wróci zaraz po dwudziestej, a my porozmawiamy spokojnie. – Mężczyzna postawił na stole dwie filiżanki i nasypał herbaty. Posłodził i zalał wrzątkiem.

Joanna usiadła na sofie i czekała na niego. Bała się tej rozmowy. Wszystko albo nic…

– Dlaczego mi nie powiedziałaś od razu?

– Nie chciałbyś mnie wtedy lepiej poznać. – Schyliła głowę, by ukryć łzę, która wymknęła się spod lewej powieki. Otarła ją dyskretnie palcem.

Milczał przez chwilę.

– Strasznie mi głupio – powiedział w końcu. – Przepraszam, że tak zareagowałem, że nie dałem ci wyjaśnić.

– Rozumiem…

– Wiem, że rozumiesz, ale to nie sprawia, że jest mi lżej. Czytając twój list, zdałem sobie sprawę, jak łatwo kogoś skrzywdzić, nie znając prawy.

– Mnie nie musisz mówić. W ten sposób zmarnowałam okazję, by pojednać się z babką. Moja historia jest podobna do jej.

– Dlaczego go nie ścigałaś? Tego drania?

– Bo byłam przekonana, że to mój ojciec. A miałam dzięki niemu szczęśliwe dzieciństwo. Dopiero, kiedy miałam piętnaście lat, zaczęło mu odbijać. Wykorzystał mnie dwa razy. Było mi wstyd. Byłam pewna, że babka wie, że podejrzewa… Po dwóch miesiącach domyśliłam się, że jestem w ciąży. Bałam się, że dziecko będzie chore, ale wtedy babka powiedziała mi, że jej syn nie jest moim biologicznym ojcem, że nikt nie wie, kto nim był. Przyniosła mnie do nich jakaś daleka kuzynka i bez wyjaśnienia zostawiła.

Zapadła chwilowa cisza. Joanna spojrzała dyskretnie na mężczyznę. Siedział z pochyloną głową, ale dostrzegła, że broda mu drży. Opanował to jednak i popatrzyła nią.

– Wyjdziesz za mnie?

– Słucham?

– Spytałem, czy za mnie wyjdziesz? Marek dał nam już swoje błogosławieństwo.

– Chcesz mnie? Kogoś takiego?

– Chcę, o ile mi wybaczysz.

– Co mam ci wybaczyć?

– Że byłem niesprawiedliwy.

Joanna odetchnęła głębiej. Czuła napływającą do serca radość.

– Nie ty powinieneś prosić o wybaczenie.

– Ja też. Wiem, że Jadwiga zrobiła to z mściwości. To znaczy gadała o tobie takie bzdury nie znając do końca sprawy. Myślała, że mnie odzyska, jeśli powie, że ty… – zamilkł i zagryzł wargi. – Nie musisz dziś odpowiadać.

– Dziękuję – westchnęła z ulgą. – Zostaniesz na weekend?

– Czemu nie? – uśmiechnął się szczerze. – Juto pójdziemy na jakiś obiad razem z Markiem. Co ty na to?

Joanna zaśmiała się po raz pierwszy od tygodnia. Nareszcie zaczęła nieśmiało wierzyć, że może być szczęśliwa nie ukrywając swojej przeszłości.

 

Obudziwszy się rano, przestraszyła się – Tomasza nie było obok niej. Po chwili dotarł do niej zapach kawy  i jajecznicy oraz odgłosy krzątaniny w kuchni. Dwa ciche głosy – męski i dorastającego chłopca – dyskutowały o czymś w kuchni.

– To musi być to – pomyślała Joanna. – Rodzinna atmosfera w sobotni poranek. – przeciągnęła się mocno i spojrzała w okno. Świat nagle przestał być złowrogi i smutny.